BADANIA LABORATORYJNE – luźne uwagi

 

Dlaczego lekarze weterynarii nie chcą interpretować badań krwi i moczu przez telefon ani mailowo ?  
Spotkałam się ostatnio z bardzo nieprzyjemną reakcją osoby, która przyniosła nam do badania mocz i chciała, żebym przez telefon zinterpretowała wynik. Zaprosiłam ją do lecznicy ze zwierzakiem i w odpowiedzi usłyszałam, że znajdzie sobie bardziej pomocnych lekarzy. Skłoniło mnie to do napisania tych paru zdań…

BADANIA LABORATORYJNE

Myślę, że najwyższy czas wyjaśnić pewne kwestie. Pomijając bowiem oczywistą sprawę wynagrodzenia za pracę, istnieje jeszcze interes pacjenta i klienta (w naszym wypadku mamy do czynienia z obojgiem). I to właśnie powinno być dla nas wszystkich ważne.


 Uczono mnie na studiach, że najważniejszym badaniem jakie trzeba przeprowadzić u pacjenta i do jego wyników się odnosić, jest badanie kliniczne zwane inaczej fizykalnym. Jak zwał tak zwał. Spotkałam się już z wyśmiewaniem terminologii więc wytłumaczę, że to po prostu podstawowe badanie zwierzaka, z omacywaniem, oglądaniem, osłuchiwaniem, a czasem opukiwaniem, mierzeniem temperatury, tętna etc, etc… Bardzo ważny jest też wywiad, czyli po prostu bardzo dokładna rozmowa z opiekunem zwierzaka. 30 lat temu usłyszałam zdanie, które zapadło mi w pamięć bardzo głęboko „nie leczymy wyników badań, tylko pacjenta”

 
Nie tak dawno na wykładzie organizowanym dla lekarzy przez firmę IDEXX usłyszałam zdanie, które zacytuję:
 „Analizując wynik badania laboratoryjnego musimy brać pod uwagę, że wszystkie składowe mają swoje ograniczenia. Naszym obowiązkiem jest kwestionowanie wszystkich danych jakie otrzymujemy z laboratorium. Miejmy krytyczne podejście do wykonanych badań i wracajmy zawsze do badania fizykalnego (klinicznego) naszego pacjenta. Postępujmy w sposób krytyczny wracając zawsze do badania fizykalnego pacjenta”


Jedną sprawą jest badanie kliniczne pacjenta. Drugą posiadanie lekarza, który zna naszego pupila i wie o nim więcej niż ktoś kto widzi go pierwszy raz.

Dlaczego korzystnie jest znać pacjenta? Ponieważ to co u jednego będzie normą u drugiego będzie sygnałem rozpoczynającej się choroby. Porównanie badań wykonanych w trakcie choroby mówi nam niejednokrotnie o tym czy mamy postęp w leczeniu, czy należy się jeszcze na czymś innym skupić. Może trzeba poszukać jeszcze innego czynnika chorobowego, zastanowić się czy nie drążyć tematu głębiej. Jeśli mamy do dyspozycji komplet badań pacjenta, który jest klinicznie zdrowy, a tylko jeden z parametrów – będących do tej pory w dolnej granicy normy – wywindował się na szczyt, choć cały czas jest jeszcze w normie, to może być to dla nas sygnał, że coś się w organizmie dzieje.
Oczywiście nie wyklucza to absolutnie konsultacji u specjalistów, która może okazać się bardzo ważna. Czasami nawet warto skorzystać z opinii kilku specjalistów, by mieć pewność co do diagnozy.


Obecnie możliwości diagnostyki bardzo się poszerzyły i weterynaria dogania medycynę ludzką. Mamy do dyspozycji rezonans magnetyczny, tomografię komputerową, lasery i mnóstwo innych narzędzi. Postęp technologiczny jest jak śniegowa kula, nabierająca szybkości – już niedługo do gry wkroczy sztuczna inteligencja (takie próby, dotyczące programów dla ludzi, są już bardzo zaawansowane i obiecujące) – ale to jeszcze przed nami. Na razie warto cofnąć się o krok i policzyć do dziesięciu zanim postawi się diagnozę, nie widząc pacjenta. Zadowolenie klienta nie jest wystarczającą nagrodą w tym momencie. Niedocenianie możliwości dokładnego i spokojnego zbadania waszego pupila może zaowocować po prostu przeoczeniem czegoś ważnego. Może też okazać się, że sprawa jest prosta a my doszukujemy się w niej drugiego dna. Czasem znowu skupiamy się na leczeniu objawów, a nie przyczyn. I wbrew pozorom nie jest to rzadka sprawa.



Od pewnego czasu w większości przychodni weterynaryjnych są recepcje i recepcjonistki. To ułatwia pracę, warto jednak czasem docenić wartość i możliwość kontaktu bezpośrednio ze swoim lekarzem, choć to już raczej echo czasów przebrzmiałych i odchodzących do lamusa.